Glenmorangie – przegląd część 2

W części pierwszej (znajdziecie ją Tutaj ) opisałem historię Glenmorangie, jej podejście do biznesu a także opublikowałem notki smakowe podstawowych wersji whisky. Czas na butelkowania rzadsze/droższe i przynajmniej w teorii jeszcze ciekawsze. W poprzednim wpisie podzieliłem butelki z Glenmorangie na 5 grup – dla przypomnienia.

  1. Core Expression czyli wersje podstawowe będące w ciągłej produkcji – wszystkie zosstały opisane w części pierwszej
  2. Prestige Expressions czyli wersje najbardziej luksusowe wśród nich jest PRIDE 1974 czy 1978. Niestety te dwie były poza granicami mojego budżetu – ceny odpowiednio 30 000 zł i około 13 000 zł za butelkę.
  3. Private Edition seria, która zaczęła się w 2009 roku Sonaltą PX a od 2011 już regularnie co roku wychodzi nowa specjalna edycja. W tym roku premierę miała Bacalta finiszowania po Maderze.
  4. Travel Retail Exclusives czyli wersje lotniskowe zazwyczaj ciekawie finiszowane
  5. Limited Edition czyli wersje okolicznościowe – na stronie oficjalnej widnieją 2 rodzaje czyli Astar i Midwinter Nights Dram. Do tej kategorii dołączę kilka innych starszych wersji jakie miałem okazję spróbować

Selfie z magazynu Glenmorangie – Grzegorz Nowicki

Zaczynamy zatem – przed nami 10 SM jakie miałem okazję próbować.

2. Prestige Expressions czyli wersje najbardziej luksusowe wśród nich jest PRIDE 1974 czy 1978.

Glenmorangie Signet 46% – whiskybase

Glenmorangie Signet 46%

Zapach: Słodki, orzechowy, tiramisu i sporo owoców leśnych. Naprawdę przyjemny i zrównoważony. Sporo cafe latte, czekolada czy cynamon. Przydałoby się może więcej mocy ale jak na 46% jest bardzo ok!

Smak: Zrównoważone połączenie czekolady, kawy, przypraw i owoców – smak wiąże się z zapachem. Dodatkowo wyczuwalne orzechy, owoc figi, rodzynki czy sernik czekoladowy.

Finisz: Jest dobrze ale brakuje trochę intensywności. Tiramisu, maliny i cynamon.

Podsumowanie: Whisky bardzo ciekawa, zrównoważona i po prostu…dobra:)

Grzegorz: 5

 

Whisky pochodzi z najdroższej serii Glenmorangie czyli Prestige Exspressions. Jest to whisky bez podania wieku a producent podaje, ze najstarsza whisky miała około 30 lat. Główną różnicą jest tu jęczmień mocno prażony (tzw. czekoladowy) – podobny jest stosowany do piwa typu Stout. Ten rodzaj jęczmienia jest oryginalny i bardzo rzadki typu Cadbolla –pozyskany z własnych upraw. Maturacja odbywała się w beczkach typu virgin oak oraz sherry Oloroso. Wyróżnia się także piękną, ciemną butelką z namalowanym oryginalnym symbolem. Ten symbol nawiązuje do wzoru zaczerpniętego z dolnego panelu 1300-letniej rzeźby w The Cadboll Stone, starożytnego piktowskiego pomnika, który kiedyś stał w pobliżu gorzelni Glenmorangie w szkockich Highlands. Samą butelkę wykonano w polskiej firmie Decor Glass w Działdowie. Koszt butelki (pełnej;)) około 700 zł.

Przy okazji festiwalu w Jastrzębiej Górze spytałem Jakuba Grabowskiego (Brand Ambasador Glenmorangie)  o tą whisky i tak odpowiedział:

„Jak zapewne pamiętasz każdą whisky w Szkocji „robi” się w ten sam sposób, używając naturalnych składników i metod produkcji. Niewiele jest miejsca na eksperymentowanie czy zmianę ustalonego i zapisanego w „Scotch Whisky Regulations 2009” procesu. Kiedy dr. Bill Lumsden dołączył do Glenmorangie, postawiono przed nim trudne zadanie stworzenia nowego smaku w whisky. Inspirację do tego zaczerpnął z jednego ze swoich ulubionych napojów – kawy. Słodowany jęczmień poddał procesowi prażenia (dokładnie takiego jak w przypadku kawy) dzięki czemu uzyskał bardzo głęboki i pełny smak/aromat kawy, czekolady, kakao i mokki. Aromaty te uzyskujemy już na etapie destylacji a skomplikowany proces leżakowania tylko wzmacnia te doznania. „

 

Andy MacDonald – Manager Glenmorangie z Jakubem Grabowskim Brand Ambassador Glenmorangie w Polsce. Zdjęcie ze strony https://domwhisky.pl/

Ja muszę przyznać, że lubię/ mam sentyment do Signeta – w moim barku był już 3 razy i za każdym razem zbyt szybko znikał.

 

Glenmorangie 25yo 43% – whiskybase

Glenmorangie 25yo 43%

Zapach: Bogaty i wciągający. Sporo suszonych owoców, czekolady. Po chwili rodzynki, jagody. Kawa, miód.

Smak: Podobny do zapachu. Elegancki, miodowy, dżem z porzeczek i trochę ziół.

Finisz: Długi – brak intensywności ale jest przyjemnie. Czekolada, kawa, kakao.

Podsumowanie: Whisky kompleksowa i elegancka. Ocena byłaby zdecydowanie wyższa gdyby nie 43%

Grzegorz: 6,5

Należy oczywiście do serii Prestige Expressions. Jest to połączenie 3 rodzajów beczek po: bourbonie, sherry i po francuskim czerwonym winie Burgund. Koszt butelki ponad 2000 zł. Dobra robota!

 

Glenmorangie 1990-2016 46% – whiskybase

Glenmorangie 1990 46%

Zapach: Miód, mandarynki, cytrusy i sporo zboża. Mocno wyczuwalne pomarańcze, skórki pomarańczy czy morele. Są też orzechy pieprz

Smak: Początkowo ostra, ale po chwili łagodnieje: wyczuwalny miód, mięta czy rodzynki. Bogata, ciekawa – pod koniec znowu trochę pieprzna. Na końcu przypominam sobie smak visolvitu plus mandarynki.

Finisz: Pieprzowo-miętowo-owocowy. Jest też rabarbar, herbatniki czy czekolada.

Podsumowanie: Bardzo ciekawa, złożona whisky – patrząc na wiek oczekiwania były trochę większe.

Grzegorz: 5,5

Rzadka whisky rozlana do beczek po bourbonie i sherry w 1990 roku a butelkowana w 2016 roku. Wchodzi w skład Prestige Expressions i jest jedną z najstarszych whisky w historii destylarni. Koszt whisky około 3000 zł. – rozlano 6800 butelek

Degustacja w magazynie Glenmorangie – miłe chwile na WhiskyTour 2017

 

3. Private Edition seria, która zaczęła się w 2009 roku Sonaltą PX a od 2011 już regularnie co roku wychodzi nowa specjalna edycja. W tym roku premierę miała Bacalta finiszowania po Maderze. I od niej zaczniemy.

 

Glenmorangie Bacalta 46% – whiskybase

Glenmorangie Bacalta 46%

Zapach: Słodki, waniliowy, czekolada mleczna. Przyjemny ale czy tej słodyczy nie jest za dużo?

Smak: Pomarańcze, goździki, kokos, mango, ananasy. W tle czekolada.

Finisz: średnio długi – słodki. Owoce tropikalne, żelki haribo i trochę pomarańczy.

Podsumowanie: Oryginalna whisky dla wielbicieli słodyczy.

Grzegorz: 3,5

Glenmorangie Bacalta pochodzi z serii Private Edition i miała premierę w 2017 roku. Nawiązuje do produkowanego w 2014 roku Madeira Wood Finish – Bacalta leżakowała 10 lat w beczkach ex-bourbon by na ostatnie 2 lata przelać je do butelek po Maderze. Koszt około 300-400 zł.

 

Glenmorangie Milsean 46% – whiskybase

Glenmorangie Milsean 46%

Zapach: Owoce tropikalne, kokos i trochę też malin, porzeczek.

Smak: Landrynki i trochę ostrości na początek. Jest też wanilia, jabłka, owoce kandyzowane. Brak głębi ale przyjemna.

Finisz: Średnio długi – miodowo, imbirowo, kokosowy.

Podsumowanie: Whisky na każdym etapie podobna, zrównoważona – brak intensywności.

Grzegorz: 4

Milsean znaczy po gaelicku „słodycz”, „słodkie rzeczy” i taka whisky rzeczywiście jest choc nie aż tak bardzo jak Bacalta. Leżakowała w beczkach po Bourbonie a finiszowana w beczkach po winie dodatkowo przed przelaniem wypalanych. Koszt około 400-500 zł. Premiera w 2016 roku.

 

Glenmorangie Tusail 46% – whiskybase

Glenmorangie Tusail 46%

Zapach: Orzeźwiający, świeży zapach. Na początku lakiery, orzechy i trochę chilli. Sporo świeżego drewna – delikatna goryczka.

Smak: Pieprz ale i sporo krówek, wanilii. Po chwili sernik, jabłka pieczone, mango. Ciekawa

Finisz: Całkiem długi – słodki, waniliowy z delikatną ostrością.

Podsumowanie: Porządna robota – whisky bardzo równa i interesująca.

Grzegorz: 5

Glenmorangie Tusail pojawiła się w 2015 roku w serii Private Edition. Większość whisky z tej serii charakteryzuje się oryginalnym finiszowaniem whisky w różnych oryginalnych beczkach a w tym przypadku głównym bohaterem jest odmiana jęczmienia Maris Otter. To zboże głównie było używane w przemyśle browarniczym i zostało wprowadzona w latach sześćdziesiątych do przemysłu gorzelniczego. Charakteryzuje się mniejszą zawartością skrobi i większa białka dzięki czemu ma pełniejsza paletę smaków. W tym momencie zostało wyparte przez zdecydowanie bardziej wydajne rodzaje jęczmienia Koszt butelki około 300 zł. Naprawdę miłe zaskoczenie.

W końcu znalazłem – whisky bar w Londynie i moje zdobycze czyli Glenmorangie Tusail I Dornoch

4. Travel Retail Exclusives czyli wersje lotniskowe zazwyczaj ciekawie finiszowane

Tu próbowałem tylko jednej whisky.

 

Glenmorangie Dornoch 43% – whiskybase

Glenmorangie Dornoch 43%

Zapach: Znowu wanilia. Z jednej strony płaska ale wciągająca. Przyprawy, mięta, wrzosowiska, trawa ale też nuty słodkie, miodowe.

Smak: Zioła, pieprz i budyń waniliowy.

Finisz: Krótki, ostry, cytrusowy.

Podsumowanie: Whisky jak najbardziej godna polecenia ale brakuje jej mocy/intensywności.

Grzegorz: 4

Whisky pojawiła się na rynku w 2014 roku a jej nazwa pochodzi od nazwy zatoki nad którą leży destylarnia. Część dochodu ze sprzedaży została przeznaczone na cele ochrony środowiska – efektem jest film, który można obejrzeć:

 

Jest to whisky typu NAS (bez podania wieku) – leżakowała w beczkach dębowych i była finiszowana po sherry typu Amintillado. Koszt butelki około 300-400 zł. Pochodzi z serii Travel retail exclusives podobnie jak Tarlogan, Tayne i Duthac.

Widok z okna destylarni Glenmorangie na zatokę

5. Limited Edition czyli wersje okolicznościowe

 

Glenmorangie Chateu Margaux 1987-2006 46% – whiskybase

Glenmorangie Chateu Margaux 1987-2006 46%

Zapach: Delikatny, herbaciany, świeży chleb plus zboża. Brakuje złożoności.

Smak: Trochę cierpki, orzech, migdały, dżem z pigwy. Jest też trochę słodyczy – mleczna czekolada, rodzynki, jabłka, pomarańcze.

Finisz: Intensywny, słodko kwaśny – intrygujący ale szybko znika. Wyczuwalna jeszcze cykoria czy cytryna z… grilla

Podsumowanie: Oczekiwania były większe ale i tak whisky po prostu dobra.

Grzegorz: 5

Jedna z bardzo rzadkich wypustów bo jednorazowych, butelkowanych dawno i aż 19 letnia. Powstało trochę ponad 3000 butelek ręcznie numerowanych, podpisanych przez Dr. Billa Lumsdena zapakowane w przezroczyste pudełko. Chateau Margaux to słynny producent wina Bordeaux First Growth, który zaopatruje się w beczki wykonane z dębowego lasu Tronçais w środkowej Francji, zasadzonego w XVII wieku przez Ludwika XIV – w tych beczkach leżakowała ta whisky. Na aukcjach butelka warta ponad 3000 zł.

 

Glenmorangie Cote de Beaune 12 lat 46% – whiskybase

Glenmorangie Cote de Beaune

Zapach: Ciekawy, kwiatowy i trochę słodki, miodowy. Jest też las, siano sporo jeżyn i delikatnie wyczuwalny zapach drzew.

Smak: Wytrawny, goryczkowy i sporo orzechów. Jest tez lukrecja, maliny.

Finisz: Całkiem długi – gruszkowy, orzechowo-korzenny.

Podsumowanie: Ciekawa, dobrze zbilansowana whisky

Grzegorz: 4,5

Whisky wyjątkowa, bo pojawiła się tylko raz w historii firmy w 2003 roku. Whisky spędziła w tradycyjnych dębowych beczkach 10 lat by później dodatkowe 2 lata spędzić w beczce po czerwonym Burgund premiere cru. Cote de Beaune do obszar słynący z produkcji najlepszych Burgundów – leży na północ od pięknego miasteczka Beaune. Koszt butelki około 1500 zł.

 

Glenmorangie Astar 52,5% ( wersja 2017 ) – whiskybase

Glenmorangie Astar 52,5% ( wersja 2017 )

Zapach: Miód, cytryny i sporo imbiru. Po chwili pomarańcze, wanilia, laska cynamonu – orzeźwia. Bogata.

Smak: Mocna na początku , trochę pieprzu i mięty. Po chwili pudding waniliowy, kardamon.

Finisz: Całkiem długi – pomarańcze, goździki.

Podsumowanie: Porządna robota – zgadzam się z DR Billem Lumsdenem, który nazywa ją „ To taka Glenmorangie 10yo na sterydach”

Grzegorz: 5,5

Pierwsza seria powstała w 2008 roku ale ze względu na problemy z wysokiej klasy beczkami zaprzestano produkcji. W tym roku wróciła w wielkim stylu – na ostatnim whiskybreaku, mimo dużej konkurencji, wygrała głosowanie uczestników. Całość leżakowała w beczkach ze zbocza gór Ozark na Missouri w której 4 lata dojrzewał Bourbon. Koszt butelki około 300 zł.

I to na tyle opisanych doświadczeń z Glenmorangie – kilku jeszcze próbowałem ale niestety bez notatek i ocen.  Sporo autor wypił podegustował (14 whisky ) na miejscu w gorzelni był juz 3 razy więc czas na podsumowanie moich doświadczeń z tą marką.

Podstawki czyli podstawowe wersje butelkowane przez destylarnię dokładniej opisałem w pierwszej części wpisu i moim zdaniem prezentują wysoki poziom. Whisky w tej kategorii są po prostu dobre i ciekawe – stosunek cena/jakość bardzo przyzwoita. Innym plusem jest oryginalne podejście do wersji podstawowych – nie ma podziału na wiek a na rodzaj finiszowania. To jest coś co wyróżnia tą destylarnie i jest ich znakiem rozpoznawczym równie mocnym jak to, że Ardbeg jest torfowy. Polecam dla osób początkujących a i spora część bardziej zaawansowanych z uśmiechem wraca do tych whisky.  Osobiście mam sentyment do tych SM bo rozpoczynając swoją przygodę z bursztynowym trunkiem stanęły na mojej drodze dając naprawdę sporo frajdy oraz okazji do poszerzenia wiedzy. Między innymi dzięki nim zacząłem czytać o różnych beczkach, finiszowaniu i wpływie różnych procesów na finalny produkt. Sprzyja temu jasna polityka w tym temacie – podstawa podstaw to 10-letnia Glenmorangie Original, a trzy kolejne mają plus 2 lata maturacji w innych beczkach (sherry, porto, wino) . Po spróbowaniu 4 podstawowych whisky – (najlepiej tego samego wieczoru!) przekonamy się o różnorodności poszczególnych beczek. Niewątpliwym plusem oprócz jakości i ceny jest tez dostępność na rynku. Naprawdę w dużej części sklepów z alkoholem, marketach dostaniemy jak nie wszystkie to przynajmniej 1 czy 2 whisky.

Whiskymywife i polecane podstawowe whisky w 2014 roku. Bowmore 10yo i…Glenmorangie Nectar D’or.

Przejdźmy do whisky, które już są, przynajmniej w teorii, jeszcze ciekawsze, lepsze, rzadsze i… droższe. Część tego wpisu była poświęcona produktom, które często pojawiły się tylko raz i z każdym rokiem coraz trudniej je kupić. A jak można to już nie wystarczy 200 zł – czasami trzeba wydać nawet kilka tysięcy.  Od takich whisky oczekujemy po prostu więcej. Zacznijmy od niezwykle ciekawej serii Private Edition. Oceny między 3,5 a 5. Jak na whisky, która kosztuje około 400-500 zł nie są to złe oceny ale również nie wybitne. Wydana w tym roku Bacalta, pewnie wielu z Was smakuje bardziej niż mnie – ja po prostu nie oczekuję od whisky aż tyle słodyczy. Jednak cała seria, a bardziej jej wizja, podoba mi się – Dr. Bill Lumsden w każdym roku zaskakuję czymś innym, ciekawym, nie takim łatwym do zrobienia. Private Edition jest esencją destylarni – wieczne eksperymenty, sprawdzanie nowości, dokładanie kolejnych beczek. Wszyscy w środowisku whisky wiedzą, że przygotować dobre beczki po Maderze nie jest łatwą sprawą. Madera jest przechowywana w wysokiej temperaturze i każda beczka wymaga sporo pracy zanim wlejemy tam whisky – w przypadku Bacalty beczki przygotowywano długo ale skutecznie. Podobał mi się też eksperyment z 2015 roku czyli użycie zapomnianej odmiany jęczmienia, który został wyparty przez zdecydowanie bardziej wydajne. Bardzo żałuje, że nie próbowałem jeszcze wersji z 2012 roku czyli Ealanty – rzadkość bo przechowywana przez cały okres w beczkach po…niczym 🙂 Tak jak bourbon leżakuje w świeżych beczkach taką sama metodę zastosowano w Glenmorangie. Co ważne zastosowano beczki, które Glenmorangie stworzyła z całą starannością sama – szczegóły opisałem na końcu TEGO wpisu. Beczki, które tworzą na swoje potrzeby nie są wykorzystywane tylko do Ealanty ale także do innych whisky w całkiem pokaźnej ilości. W takim przypadku Glenmorangie panuje nad całym procesem od wyboru drzew (zawsze z gór Ozark w USA ), poprzez naturalne suszenie, tworzenie beczek czy wypożyczenie do gorzelni produkującej bourbon. Naprawdę łatwiej kupić beczkę na rynku niż aż tak bardzo angażować się w ich tworzenie – to świadczy o próbie zapanowania nad każdym elementem produkcji. W przypadku serii Private Edition stosunek cena/jakość nie jest już aż tak dobry jak w przypadku podstawek ale urozmaicenie, pomysły, konsekwencja tej serii jest dla pewną wartością, którą należy podkreślić.

Kolejne selfie – tym razem ze still house

Próbowałem też 3 whisky z serii Prestige Expressions lecz niestety nie była to tak słynna i mocno opisywana Pride 1974 czyli 41-letnia, najstarsza w historii Glenmorangie whisky. Jeszcze raz sprawdzę konto ale mam wrażenie że nie mam akurat wolnych 8000 Euro – jak ktoś jest w innej sytuacji to proszę o niezwłoczny kontakt z autorem! Patrząc na tą butelkę na whiskybase to mało kto miał możliwość skosztowania:) Glenmorangie Signet już próbowałem i to jedna z moich ulubionych whisky, które są w ciągłej produkcji – wysoka nota, wysoka jakość a tym samym stosunek cena/jakość. Sam pomysł produkcji wielce oryginalny, a co ważne efekt udany – sama butelka już jest dziełem sztuki i na dodatek wykonanym w Polsce. Pozostałe 2 whisky już delikatnie rozczarowały – 25 lat to jak na Glenmorangie bardzo dużo, cena też niska nie była. Noty w granicach 6 są już zatem delikatnym rozczarowaniem, co nie zmienia faktu, iż to dobre (tylko dobre…) whisky. Jednak za tą cenę można kupić wiele innych, jeszcze ciekawszych. To już jest whisky raczej inwestycyjna bo ma wiele cech, które mogą powodować jej wzrost na aukcjach – tak się zresztą dzieje. W 2015 roku średnie cena aukcyjna wynosiła 190GBP a w tym roku już ponad 300GBP. Za tą cenę kupujemy już butelki na WhiskyLegend ale oczekujemy not zdecydowanie ponad 7 punktów, a Glenmorangie 25yo i 1990 niestety, moim zdaniem, tego nie zapewniają. Są ciekawe, interesujące, złożone ale nie ma tam jak dla mnie czegoś ekstra – czegoś co zapewnia noty od 7 w górę. Więc tu mamy delikatne rozczarowanie. Więc może błąd zrobiłem, iż do przeglądu wybrałem tylko i wyłącznie whisky z oficjalnych butelkowań? Pewnie tak, ale zaraz zaraz… Ile niezależnych dystrybutorów rozlewało whisky Glenmorangie? To ważne pytanie. Odpowiedź 1 – słownie „jeden”. Nie za dużo. Czemu tylko jeden i czemu tylko SMWS dostąpiło tego zaszczytu? Bo było własnością Glenmorangie? Bingo. W tym momencie Glenmorangie już nie wydaje beczek niezależnym a w efekcie nie możemy spróbować tej whisky, która nie jest wydana przez samą destylarnie. Dla maniaków whisky single malt to spora wada. Niezależni dają wiele dla świata whisky – sporo wersji, single cask, nierozcieńczane, niższe ceny, różny wiek itp. Więcej na temat porównania whisky z destylarni od tej od niezależnych producentów przeczytacie przy okazji wpisu o Ben Nevis. Jeśli ktoś chciałby się napić whisky Laphroaig wpisuje w internecie nazwę tej destylarni i ma setki rodzajów trunku do kupienia. I tylko mała część została wydana przez samą destylarnię. Zapewnia to więcej doznań, większy wybór i co równie ważne mniejsze koszty. W przypadku Glenmorangie możemy liczyć tylko na stare wypusty SMWS i z tego co widzę po ocenach były to dobre whisky. Osobiście ich nie próbowałem bo naprawdę nie są łatwe do kupienia. Inna rzecz – próbowałem 14 Glenmorangie. Ile było single cask? Zero. Ile było cask strength? Jedna. Glenmorangie Astar. Bardzo ciekawa whisky a dodatkowo w bardzo dobrej cenie. Pamiętam do tej pory WhiskyBreak gdzie teoretycznie było wiele ciekawszych whisky a wygrała właśnie Astar. To jedna z największych niespodzianek w tej degustacji. Szacunek. Co nie zmienia faktu, iż była tylko jedna taka whisky – co do zasady Glenmorangie jest whisky rozcieńczaną. Nie ma tu przypadku – Dr. Lumsden nie jest fanem whisky butelkowanych z mocą beczki(ek). Mam odmienne zdanie ale rozumiem samą ideę – jest wiele osób, które uważają, że whisky zdecydowanie lepiej smakuje jak jest rozcieńczona i nie jest za mocna. Dla mnie idea, która wyklucza whisky single cask, cask strength i wyklucza niezależnych jest ciężka do pochwalenia. Krzyczę, wkurzam się DLACZEGO?!?! Tyle ciekawych whisky, oryginalnych single cask tracimy, tyle nie będzie dane nam spróbować. Smutek mnie ogarnia bo Glenmorangie dobrą destylarnią jest! A my niestety musimy tylko i wyłącznie czekać co destylarnia wyda bo wiemy, że jak nie rozleje nowości to ich zupełnie nie będzie. Co ciekawe właściciel grupy ma zupełnie inne podejście w swoim drugim zakładzie czyli Ardbegu. Z drugiej strony trzeba mieć odwagę by nie sprzedawać niezależnym, nie używać whisky słodowej do blendów, produkować całkiem dużo i robić tylko single malty. To nie mogło się sprawdzić a jednak. Dr. Bill Lumsden chce mieć panowanie na każdym etapie produkcji, maturacji, wydania – koniec, kropka. Nic nie zostawia innym – dlatego nie chce by ktoś kupił beczkę i rozlał ją wtedy kiedy będzie chciał. Może nie będzie dobra? Po co ryzykować? Wyprodukować tyle whisky nie jest jeszcze problemem ale…sprzedać prosto już nie jest. Glenmorangie udaje się to doskonale. Pod względem mocy produkcyjnych są tuż za pierwszą 10 ale już w sprzedaży whisky single malt są zawsze w pierwszej piątce. Jak oni to robią? Pierwsza rzecz o której pisałem to jakość, nowatorskie podejście, eksperymenty, długofalowa wizja, wolność dla Billa Lumsdena, który wielkim znawcą jest ale też…MARKETING. Zawsze podkreślam, ze w Glenmorangie i Ardbegu osiągnięto tu mistrzostwo. Określenie „Piękny i Bestia” znają wszyscy w środowisku whisky, symbol żyrafy i porównaniu do alembików też. Najwięcej turystów na Islay znajdziemy w Ardbegu, a w Highlands w Glenmorangie. Mam wrażenie, że dzięki tej firmie wiele osób wchodzi do środowiska i już zostaje na stałe z nami. Zamknijmy oczy i przypomnijmy sobie festiwal w Jastrzębiej Górze – jakie ze stoisk zawsze zapamiętamy? Glenmorangie/Ardbeg – pięknie przygotowane, cudowne zdjęcia, okulary 3-wymiarowe, drinki i co najważniejsze kompetentni ludzie – podejście do klienta uważam za wzorowe. Tomek Urbański, który odpowiada za marki Ardbega/Glenmorangie pod każdym względem robi porządną robotę, którą doceniam.  Czemu o tym pisze? Bo nie da się prowadzić dużej destylarni, produkować tylko SM jeśli po pierwsze nie jest to za dobra whisky a po drugie nawet jak jest dobra to trzeba z tą dobra nowiną wyjść do ludzi głosić, namawiać, uczyć, polewać, prezentować itp. I to naprawdę w LVMH robią dobrze. Gdyby jeszcze bardziej dbali o takich maniaków jak ja…  🙂

Glenmorangie w jednym ze sklepów w Londynie

Glenmorangie nie jest moją ulubioną destylarnią – bo miłość mam jedną i nazywa się Bunnahabhain i będę wierny do końca…mego albo jej:) Oby prawdziwe było to pierwsze. Nie jest ulubiona bo na moim poziomie zaawansowania, poszukiwań ciekawostek, oryginalnych beczek, whisky nierozcieńczanych i urozmaicenia nie daje mi tak wiele jakbym chciał – co gorsze wiem, że gdyby chciała to miałaby co zaoferować. Nie daje, nie dlatego że nie może ale dlatego że nie chce bo ma swoją wizję. Pretensję mam ale rozumiem intencję – wizja jest jasno określona i robi dobrą robotę dla całego środowiska. Jeśli przejdziesz przez większość whisky z Glenmorangie to by pójść dalej warto zmienić destylarnię, poznać niezależnych itp. Polecam taką zmianę ale polecam też dokładnie zapoznać się z whisky z Tain bo to naprawdę ciekawy trunek. Oryginalne podejście i ludzie, którzy ją tworzą są tego warci.

 

Przy okazji zapraszam na 2 nasze wazne wydarzenia czyli:

Zdjęcie z 3 urodzin WMW 🙂

WhiskyLegend 2017

 

mccoy

dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *