Degustowali i polecają cz. 6

 

Jak nie było wpisów z serii „degustowali i polecają” to jak się pojawiły to od razu dwa w krótkim okresie czasowym i mamy nadzieję, że jaki styczeń taki cały rok. Zresztą na poniższym zdjęciu widać, że mamy spore chęci do tej roboty:)

W trakcie pracy!

W trakcie pracy!

W takim tempie uda się nam do końca roku opróżnić nasze szafki ze zbiorami sampli by zrobić miejsce na nowe a okazji brakować nie będzie. Tym razem podjeliśmy się oceny 8 whisky z 4 różnych destylarni. Na pierwszy ogień dla kalibracji Glendronach i to w postaci nie byle jakiej a 21-letniej z serii Parliament:

1. Glendronach 21yo– whiskybase

Zapach: Słodka, przyprawowa ale po chwili delikatny dym. Sporo orzechów, migdałów a także owoców leśnych. Wszystko zrównoważone i w miarę bogate. Jest także wanilia czy sernik z rodzynkami.

Smak: Podobny do zapachu ale więcej ostrości. Maliny, śliwki wędzone, jabłko z cynamonem. Intensywność jest jak w whisky nierozcieńczanej

 Finisz: Długi, ostro pieprzny plus orzechy z malinami.

Podsumowanie: Klasyka gatunku – jedna z najlepszych whisky produkowanych corocznie.

Daniel: 5 Grzegorz: 5,5

Dla mnie to żywa legenda – whisky produkowana od lat i nie traci nic na swej wartości. Inna rzecz, że jeszcze z 5 lat temu można ja było kupić za 200-300 zł. co w dekadzie corocznych wzrostów możliwe już nie jest.  Co nie zmienia faktu, iż jak ktoś z Was ma wydać 500 zł. na whisky to dużą sztuką będzie kupić coś lepszego. Tu mamy wszystko za co kochamy whisky po sherry i nawet rozcieńczenie (notabene takie jakie lubimy bo do 48%) nie zmienia wiele na minus. Takie whisky lubimy i niech nawet za naście lat to będzie niezmienne – kto jeszcze nie miał okazji niech to jak najszybciej zmieni to jedna z whisky, którą miłośnik whisky MUSI spróbować! Tym bardziej, że to jedna z najpiękniejszych gorzelni w Szkocji co udowadniają poniższe zdjęcia.

Grzegorz Nowicki z przewodniczką, która zdecydowanie wiedziała mniej od nas :)

Grzegorz Nowicki z przewodniczką, która zdecydowanie wiedziała mniej od nas 🙂

 

Glendronach. W tym miejscu suszono jęczmień przed laty.

Glendronach. W tym miejscu suszono jęczmień przed laty.

Glendronach - centrum dla zwiedzających

Glendronach – centrum dla zwiedzających

Glendronach - piękny widok za destylarnią

Glendronach – piękny widok za destylarnią

Kolejne whisky będą z pod znaku Glen Grant czyli brdzoo popularnej i lubianej destylarni z Rothes. Udało się nam spróbować z Danielem 3 rzadkich wypustów ale zanim o nich dwa słowa o pierwszym Glen Grancie jaki w życiu piłem a było to już ładnych parę lat temu. Otóż internecie pojawił się tajemniczy wpis, że ktoś ma kilkadziesiąt butelek na sprzedaż – różnorakich. Traf chciał, że był to początek mojego zainteresowania złotym trunkiem i niewiele myśląc wybrałem kilkanaście butelek. Czego tam nie było? Mortlachy, Miltonduff, Balvenie i pewna 39-letnia GG. Do tej pory pamiętam, że nie do końca byłem pewny czy ją kupić. Wydawała mi się podejrzanie droga bo kosztowała…400 zł. 🙂 Ale wykorzystując mój fach handlowy udało się wynegocjować cenę 350 zł – patrząc, że na aukcji teraz koszt wynosi około 4000 zł. nie był to zły interes. W ręku mam właśnie ostatnie 20 ml i zostawiając dla Daniela połowę pozostałą część w końcu ocenię:

3. Glen Grant 39yo – whiskybase

Zapach: Papier, klej do papieru, skórzana ale i delikatnie ostra. Są też owoce (jabłka, gruszki) i zioła takie jak mięta. Przyjamna i kompleksowa – intensywna ale i delikatna.

 Smak: Jest moc mimo rozcieńczenia do totalnego minimum 40%. Orzechy laskowe, migdały, rodzynki i prażone jabłka. Troszkę tytoniu i delikatnego dymu też gdzieś w tle znajdziemy.

 Finisz: Landrynkowy, karmelowy i znowu jabłka. Całkiem długi.

Podsumowanie: Piękny przykład kompleksowej i złożonej whisky z pod znaku 40%.

Grzegorz: 6,5

Oj nie straciła nic ze swej mocy – bałem się, że wspomnienia z przed lat w porównaniu z rzeczywistością nie wytrzymają próby czasu a jednak! W tym miejscu chciałem przypomnieć naszą wizytę u botlera, który tą whisky wydał a nie był to byle kto a sam Gordon i MacPhail – botler, który ma tak doskonałe zapasy jak wśród destylarni Glenfarclas.  Zachęcam zatem do przeczytania naszej relacji z tej degustacji jak i obejrzenia filmu, który nakręciliśmy w destylarni Glen Grant.

Sama destylarnia powstała w 1840 roku przez braci Johna i Jamesa Grantów, którzy swe doświadczenie zdobyli wcześniej w gorzelni Aberlour. Byli to fascynujący ludzie – John był bardzo dobrym specjalistą od destylacji a jego brat był z wykształcenia inżynierem i to dzięki nim zaczęła się ta historia. Jednak kluczowy był syn Jamesa o imieniu…James zwany częściej majorem. Był to ekstrawagancki dżentelmen o wielu pasjach takich jak myślistwo, nowinki techniczne, przyroda czy…kobiety bo był jednym z największych playboyów w tamtych okolicach. Jemu zawdzięczamy spory rozwój destylarni na przełomie XIX i XX wieku, wspaniały ogród otaczający zakład czy jedną z najsłynniejszy zamniętych destylarni czyli Caperdonich. To ona założył ją w 1898 roku – niestety przetrwała tylko kilka lat by odrodzić się w latach sześćdziesiątych. Do tej pory bez odpowiedzi zostaje pytanie czemu się nie udało bo pod wieloma względami była to kopia Glen Granta. Wracają do Majora to dzięki niemu zawdzięczamy dosyć delikatną whisky o to on zapoczątkował odejście od mocnej torfowej whisky jaka tam była produkowana jeszcze w latach siedemdziesiątych. Wtedy też zaprzestano używania torfu a beczki po sherry zastąpiły te po Bourbonie. Zobaczmy poniżej na kolejnych 3 przykładach jak smakują nizbyt młode wypusty sygnowane marką GG:

3. Glen Grant 31yo 1969-2000– whiskybase

Zapach: Bardzo intensywny a jednak delikatny. Budyń czekoladowy z wiśniami, czekolada, tytoń ale też drewno czy pasta do mebli. Niesamowite bogactwo. Jeżyny, maliny, chilli ale też mocny wywar herbaty, jabłka czy ciemne winogrona. Jest też delikatny pieprz i nutka dymna ale naprawdę delikatna.

 Smak: Na początku ostrzejsza a po chwili mocna esencja herbaty z dzikiej róży, tort czekoladowy czy wanilia. Sporo się dzieje. Trudno sobie wyobrazić jeszcze większą intensywność w połączeniu ze zróżnicowaniem doznań. Jest naprawdę ok ale pytanie czy za długo nie leżała w beczce – zbyt drewniana, prochowa? (Daniel)

 Finisz: Na szczęście nie rozczarowuje – wiśnie, pieprz plus cała masa ciemnej kawy delikatnie słodkiej. Na samym końcu całkiem przyjemna goryczka, kwaśne jabłka pieczone.

Podsumowanie: Whisky bliska ocenie idealnej ale delikatnie zabrakło czegoś ekstra , jakieś niespodzianki.

 Daniel: 8 Grzegorz: 8

 

4. Glen Grant 1972 – whiskybase

 Zapach: Lakierowy, słodkawy, landrynkowy. W porównaniu z poprzednim bogactwo spore ale intensywność mniejsza. Dodatkowo miód, słodki syrop na gardło plus poziomki.

 Smak: Sporo ziół, mięty, kardamonu – wytrawniejsza niż słodka. Jagermeister ale delikatnie słodszy. Sporo orzechów, dżem z mirabelek plus cynamon. Także inne owoce jak cytryna z cukrem czy brzoskwinie, renklody.

 Finisz: Długi, ciekawy – ziołowo- gruszkowy.

 Podsumowanie: Całość całkiem przyjemna ale finisz niestety trochę rozczarował.

 Daniel: 7,5 Grzegorz: 7,5

 

5. Glen Grant 24yo – whiskybase

Zapach: Ziemisty, lesny, pokrzywy, ziołowy plus siano, stodoła ale też sporo cytryn, kwaśności.

Smak: Niezbyt ciekawy. Kwaśny, ostry plus zioła. Raczej płaski.

Finisz: Znowu kwaśno- jednowymiarowy.

Podsumowanie: Zapach jeszcze ciekawy ale dalej niezrównoważona i z pewnymi nieprzyjemnymi niuansami.

 Daniel: 3,5 Grzegorz: 3,5

Tak jak widzicie, źle nie było i mocno zachęcamy użytkowników do poznania tej destylarni. Najlepszym pomysłem by spróbować w logicznej cenie starych whisky będzie wizyta w wcześniej opisywanej głównej siedzibie Gordon i Macphail – może nie będą tak stare jak my mieliśmy przyjemność degustować ale mogą być równie dobre czego Wam życzę.

A jak wygląda sama destylarnia:

Whiskymywife w sercu Glen Granta

Whiskymywife w sercu Glen Granta

Glen Grant - centrum dla zwiedzających

Glen Grant – centrum dla zwiedzających

Destylarnia Glen Grant od strony ulicy

Destylarnia Glen Grant od strony ulicy

Dalej była klasyka z Glen Garioch, która tak lubimy :

Glen Garioch 1971

Glen Garioch 1971

6. Glen Garioch 1971– whiskybase

Zapach: Oj dzieje się. Zapach dymny, siana ale też stodoły czy obornika. Wszystko bardzo przyjemne, słodziutkie bo jest też budyń waniliowy z orzechami. Kremówka, pączek czy cukier puder

Smak: Też ciekawa, słodka, orzechowa, mięta ale niestety niezbyt urozmaicona i bogata.

 Finisz: Jest długi ale mało intensywny. Cytrynowo, migdałowa.

Podsumowanie: Whisky pełna i ciekawa niestety z rozczarowującym finiszem.

Daniel: 5,5 Grzegorz: 6,5

 

7. Glen Garioch 1973 – whisybase

Zapach: Gorzka czekolada, mocno tytowniowy, herbaciany, lesny plus czarne jagody ze śmietaną – trochę nut dymnych

 Smak: Sporo gożdzików i przypraw ale wszystko w słodkiej owocowej polewie. Mocna intensywność i bogactwo. Wiele się dzieje albo owoce ciemne, po chwili zioła ogrodowe czy mocno owocowa herbata. Jest moc ale

 Finisz: Mega intensywny i przyjemny, Rozgniecione owoce, herbatniki czy jabłecznik z lukrem a po chwili czekolada z rodzynkami.

Podsumowanie: Whisky totalna !

 Daniel: 9,5 Grzegorz: 9

Glen Garioch zrobił super robotę szczególnie tak lubiana przez nas wersja z 1973 roku – to już chyba 3 podejście a taką whisky chciałoby się pić zawsze. Niestety więcej już nie mamy:)

Destylarnia Glen Garioch

Destylarnia Glen Garioch

Czas na destylarnię mówiąc mało znaną także dla nas bo nawet osoby z większą wiedzą niewiele mogą nam powiedzieć o Teaninichu. My po tej degustacji będziemy trochę mądrzejsi a zaczynaliśmy tą próbę z delikatną niepewnością mimo wypustu jaki mieliśmy z 1959 roku. Jak wypadły przeczytajcie poniżej:

8. Teaninich 1959 – whiskybase

 Zapach: Trawa, marichuana, leśna, goździki czy siano. Oryginalny i pobudzający zapach. Także kwatowy  a nawet perfumowy zapach.

 Smak: Landrynkowa, cytryny plus limonki, guma balonowa, mineralna – oranżada.

 Finisz: Średnio długi – ziołowo-limonkowy.

 Podsumowanie: Całość całkiem przyjemna ale finisz niestety trochę rozczarował.

 Daniel: 6 Grzegorz: 6

 

9. Teaninich 10yo  – whiskybase

Zapach: Siano, troszkę torfu, kwiatów, trawy – goryczka. Niezbyt intensywna ale przyjemna.

Smak: Podobna do zapachu, goryczkowa, więcej przypraw, pierniki, sernik cytrynowy.

Finisz: Raczej niezbyt intensywny i niezbyt urozmaicony. Limonka z miętą.

Podsumowanie:  Jedna z lepszych 10-latej w mej historii.

 Daniel: 5 Grzegorz: 5

Końcówka na plus może dlatego, ze oczekiwania nie były jakoś bardzo wielkie. Tym bardziej kilka słów o samej destylanrni, którą będziemy chcieli w trakcie naszej wycieczki z cyklu WhiskyTour 2017 odwiedzić by przynajmniej zrobić kilka zdjęć. Sama destylarnia powstała 200 lat temu a założył ją niejaki kapitan Munro by szybko została sprzedana większej firmie. W trakcie wycieczki Alfred Barnard zachwycał się pięknem przyrody, żyzną glebą ale też zauważył, że była to jedna z niewlu a jedyna na północy gorzelnia zelektryfikowana. Od 1970 roku po dodaniu kolejnej pary alembików ich liczba doszła do 6 sztuk a po kolejnych 3 latach odnowiono cały zakład. W latach osiemdziesiątych destylarnia nie pracowała ale na szczęście nie podzieliła losu wielu swoich znajomych i produkcje wznowiono w 1991 roku. W tym momencie jest w posiadaniu koncernu Diageo i produkuje destylat głównie do blendów takich jak Johny Walker – patrząc na całkiem dobre whisky mamy nadzieję na odwrócenie tego trendu!

A już teraz zapraszamy na najważniejszą degustację organizowaną przez Whiskymywife czyli WhiskyLegend. Tradycja jest wieloletnia a samej degustacji nawet my nie możemy się doczekać:)

Chcesz dołączyć/poznać więcej szczegółów wyślij nam informację. Naprawdę warto!

Imię i nazwisko (wymagane)

Adres e-mail (wymagane)

Nr telefonu

Treść wiadomości

 

Naszym zdaniem główny faworyt czyli Lagavulin. Czy słusznie dowiemy się już w marcu.

Naszym zdaniem główny faworyt czyli Lagavulin. Czy słusznie dowiemy się już w marcu.

mccoy

daniel

dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *